Od wielu już lat pierwszym dniem wcielania w życie moich postanowień noworocznych jest 27.Grudnia. Postanowienia przez większość mojego życia dotyczyły odchudzania, teraz fokus jest zdecydowanie bardziej na zdrowiu niż na kaloriach ale i tak po dwóch- trzech dniach ucztowania/ kompuslywnego jedzenia wszystkiego co dusza zapragnie, ten dzień jest dla mnie idealny żeby zacząć.
Wymyśliłam sobie wyzwanie 90 dni bycia na protokole Rapid Recovery / lub tak blisko jak się da bez kompulsywnego rzucania się na jedzenie i codzienny sport min 30 minut. U mnie te dwie sprawy są ze sobą nierozerwalnie związane- to sport pomaga mi rozładować napięcie i wybierać jedzenie które z kolei znowu nie rozwala mojego dopaminowego obszaru w mózgu.
Plan działa idealnie w dni wolne od pracy. Wstaję sama z siebie o 7.30, czytam książkę przez 45 minut i jadę na 9 na trening.
Dzisiaj wykonałam samodzielnie trening siłowy i przyznam, że już dawno nie byłam z siebie taka dumna. Jutro czeka mnie bieżnia z instruktorem.
W ogóle te święta i długa przerwa w domu skłaniają mnie coraz bardziej do myśli nad nauczaniem domowym.
Idealnie dzisiaj było i ja chcę więcej takich dni.
Rano czas dla mnie, rodzina się budzi po 9… ale też późno chodzimy spać ostatnio. Wróciłam z treningu, zielone smoothie. Zagraliśmy w Carcassonne. Przeczytałyśmy z córką 10 stron książki po polsku. Chłopaki spakowali się na łyżwy i na basen a ja z córką pojechałam do muzeum. W sumie myślałam, ze Muzeum Narodowe będzie otwarte ( mamy karnet roczny i lubimy czasami usiąść przed jakimś klasykiem i go studiować rysując kopie). Ale jednak poniedziałek to poniedziałek i było zamknięte. Poszłyśmy więc do centrum pokojowej nagrody Nobla. Dwa oprowadzania z przewodnikiem po 20 minut - jedno o samym Noblu, drugie o Marii Machado. Lubię tak - efektywnie i nie za długo. Córka i ja dowiedziałyśmy się czegoś nowego.
Później pizza/ sałatka + kawa i kakao - uwielbiam spędzać z nią czas sam na sam. Dawno już w niczyim towarzystwie tak nie odpoczęłam.
Po powrocie do domu zrobiliśmy z synem rozdział ćwiczeń z polskiego ( czytanie ze zrozumieniem). Córka i najmłodszy znaleźli swoje polskie zeszyty ćwiczeń i dołączyli. A na koniec zagraliśmy w Splendor.
Naprawdę widzę sens w byciu niezależnym finansowo od pracy na etacie…


Ja na razie jestem na etapie tęsknoty za etatem - czytaj: pierwsze opóźnione przelewy.
ReplyDeleteNo tak.
ReplyDeleteBardzo lubię splendor :) a jak Ci się podoba Carcassonne? Super, że możecie się tak podzielić opieką nad dziećmi, myślę że taki czas sam na sam jest mega ważny dla budowania relacji :)
ReplyDeleteWiesz, ja nie przepadam za planszówkami. Tzn dorastając graliśmy mało. Trochę było za dizeciaka ale nie za nastolatki i truchle uczę się tych gier na nowo. Carcassonne mocno mi się dłuży ;) ale lepsze to niż gapienie się w monitor
Delete