To był dla mnie dobry rok, chociaż nie wiem czy wolno mi go chwalić zanim się nie skoczy.
Zaczęłam go z wagą 69 kg, skończę z około 62kg. Tak wyglądają pomiary uśrednione z ostatniego roku:

od stycznia do maja schudłam około 10 kg i uwolniłam się od uzależnienia od jedzenia. Cudowne uczucie. W wakacje w Polsce jednak stres i sentymenty mnie przerosły i pozwoliłam sobie na jedzenie chleba. Żałuję tego bo powrót do w 100% czystej protokołowej miski jest trudny.
Tak dla porównania wyglądał rok 2024:

jak widać jesień to dla mnie czas przybierania na wadze. Warte odnotowania: w tym roku średni przyrost wagi od lipca do grudnia to 0,5 kg miesięcznie. W zeszłym roku było to 1 kg miesięcznie. W obydwóch latach zaliczyłam na jesień poważną chorobę, obydwie na wyjeździe służbowym, które mocno wybiły mnie z rytmu. 2024- zapalenie płuc, 2025- covid.
Te przyrosty wagi są u mnie spowodowane kompulsywnym jedzeniem śmieciowego żarcia. Są takie produkty, które te kompulsy we mnie wywołują i inne, które nie triggeruja tak mojego układu nerwowego. Jestem od niektórych produktów uzależniona jak każdy inny narkoman i wpadam w ciągi. Jedyny sposób opanowania tego to abstynencja.
Absolutny killer dla mnie to chleb z żółtym serem. Ciasta z masłem i mąką, czekolada mleczna, najgorzej z orzechami. A jak chleb jest w postaci gorących tostów to już w ogóle przepadam. Im wcześniej rano zjem coś takiego tym gorzej.
Ruch na siłowni. Ile razy wyszłam na trening na dworze nie wiem ale kilka razy się zdarzyło bez wątpliwości.

96 razy jak do tej pory byłam w ciągu ostatnich 12 miesięcy na treningu w moim klubie fitnes. Może uda mi się do końca grudnia podciągnąć do ponad 100 razy i pełnych 2 razy na tydzień.
Nie jest źle. W tym roku osiągnęłam formę życia i zobaczyłam też po raz pierwszy od niepamiętnych czasów 59 kg na wadze.
Wiem co robić:
Założenia protokołu są bardzo proste i konkretne.
Regularny trening i odpoczynek sprawiają, że łatwiej mi kochać surowe warzywa i nie rzucać się na śmieci.
A jedząc czysto mam siłę by wstać rano na trening. Samonakręcająca się spirala sukcesu lub porażki.
Pieniądze:
Na powrót do zdrowia tzn RR i trener personalny wydałam spory % tego co przyniosłam w tym rok do domu.
Było warto, absolutnie tej inwestycji w siebie nie żałuję. Teraz jednak muszę znaleźć dobry system utrzymania rezultatów, powrotu do optimum tak by stało się to dla mnie druga norma, base Line i by jedne wakacje z moją matką + covid nie wystrzeliły mnie do punku wyjścia.
Zapisuję się z powrotem na siłownię z trenerką. Potrzebuję systemu wsparcia i kogoś kto w poniedziałek rano będzie tam na mnie czekał a w kolejny poniedziałek zapyta / zobaczy jak wyglądał mój treningowy tydzień. Czekam aż odpisze czy mogę wynegocjować chociaż jeden - dwa treningi gratis jako stała klientka.
Idealnie to 5-6 treningów w tygodniu, zacznę od mierzenia sil na 3-4. W maju zapisałam się na bieg pod górę.
Jutro czeka na mnie już bieżnia.
Podwyżka w tym roku jedynie inflacyjna ale a tym momencie nie mam absolutnie na co narzekać. Bo jednak przez ostatni miesiąc lub dwa moja produktywność jest mocno zaniżona przez mgłę mózgową i ogólne wyczerpanie. Wierzę, że po Świętach będzie lepiej i dam radę ogarnąć rzeczywistość bez konieczności L4.
Moja mapa marzeń na 2025 jest nadal aktualna w Nowym Roku. Dodam jeszcze fokus i self dyscypline.

Wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku koleżanki 😘🌼
No comments:
Post a Comment