A właściwie to zbliżamy się już do końca tego pięknego miesiąca.
Moje doświadczenie z październikiem, zwłaszcza w Norwegii, jest takie, że tuż po moich urodzinach i zmianie czasu wpadam w energetyczny dół. I to na długie miesiące, mniej więcej do końca lutego.
Antidotum na ten stan to regularny sport, czysta miska i inne przyjemności, takie jak masaż, wyjazdy, koncerty czy przedstawienia teatralne. Na tym właśnie zamierzam się koncentrować.
Jeżeli chodzi o przedstawienia teatralne, to mój syn bierze w tym roku udział w komercyjnej produkcji amatorskiego teatru dziecięcego na bardzo wysokim poziomie. Bardzo dobrze robi mu przebywanie w grupie starszych dzieciaków z pasją, a także kontakt z reżyserem i dyrektorem muzycznym, którzy wykonują swoją pracę z prawdziwego powołania. Jestem też pod wrażeniem tego, że udało mu się zmotywować do kupienia biletów na każde przedstawienie, w którym bierze udział, kogoś, kogo zna. I to najczęściej nie jedną, a kilka osób. A bierze udział aż w 12 przedstawieniach.
Moja córka bardzo lubi musicale. Śpiewała nawet utwór z „Nędzników”. Postanowiłam więc, że pójdziemy zobaczyć ten musical na żywo w Folketeatret w Oslo. Jak zwykle kupiłam najlepsze dostępne bilety, na środku sali. Bardzo cieszyłam się na to przeżycie.
Poszłyśmy. Zaczęło się świetnie. Więzienna atmosfera była wyczuwalna jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu. Po około trzech minutach córka powiedziała, że nie może oddychać i musi wyjść.
Przyznam, że byłam z siebie jako matki naprawdę dumna tego dnia. Wyszłyśmy od razu. Nie było we mnie ani odrobiny chęci przekonywania jej, że może spróbujemy jeszcze wrócić na drugi akt. Jej reakcja po prostu roztopiła moje serce. Była gotowa się spiąć, bo bilety kosztowały sporo, bo musiałyśmy przeciskać się przez cały rząd ludzi, bo miałyśmy przecież plan na ten wieczór... Dla mnie naprawdę nic z tego nie miało znaczenia. Liczylo sie tylko to jak corka sie czuje. A ze jest cudownym, wrazliwym dzieckiem, wchlonela atmosfere cala soba i miala atak paniki... Dziękowała mi ze nie musimy juz tam wracac, oddychala z ulga i zapewniala ze jest wdzieczna ze mnie ma. Najważniejsze było tylko to, że dla niej okazało się to zbyt stresujące i zbyt trudne.
NIby to takie oczywiste i normalne ael ile razy zmuszamy siebie samych lub nasze dzieci zeby robily cos wbrew temu co czuja... od posylania maluchow samych do przedszkola zaczynajac
Taką matką i takim człowiekiem chcę być. Bez presji, bez narzucania czegokolwiek tylko dlatego, że „tak trzeba” albo „tak musi być”. Po latach traktowania samej siebie w ten sposób wcale nie jest to takie oczywiste. Cieszę się jednak, że coś już zrozumiałam.
W mojej pracy jest z jednej strony bardzo, bardzo dobrze. Jestem doceniana, bez presji przychodzę i wychodzę, kiedy chcę, mam dużą swobodę działania. Z drugiej strony wszystko opiera się jednak na bardzo subiektywnej ocenie szefowej. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja może się kiedyś odwrócić. Póki co jednak cieszę się chwilą spokoju. Po latach parcia, ciśnienia i docierania do własnych granic energii oraz wytrzymałości jest to naprawdę bardzo miłe doświadczenie.
Łapcie ogniska na plaży.








