Wednesday, October 21, 2026

Hello October

A właściwie to zbliżamy się już do końca tego pięknego miesiąca.

Moje doświadczenie z październikiem, zwłaszcza w Norwegii, jest takie, że tuż po moich urodzinach i zmianie czasu wpadam w energetyczny dół. I to na długie miesiące, mniej więcej do końca lutego.

Antidotum na ten stan to regularny sport, czysta miska i inne przyjemności, takie jak masaż, wyjazdy, koncerty czy przedstawienia teatralne. Na tym właśnie zamierzam się koncentrować.

Jeżeli chodzi o przedstawienia teatralne, to mój syn bierze w tym roku udział w komercyjnej produkcji amatorskiego teatru dziecięcego na bardzo wysokim poziomie. Bardzo dobrze robi mu przebywanie w grupie starszych dzieciaków z pasją, a także kontakt z reżyserem i dyrektorem muzycznym, którzy wykonują swoją pracę z prawdziwego powołania. Jestem też pod wrażeniem tego, że udało mu się zmotywować do kupienia biletów na każde przedstawienie, w którym bierze udział, kogoś, kogo zna. I to najczęściej nie jedną, a kilka osób. A bierze udział aż w 12 przedstawieniach.

Moja córka bardzo lubi musicale. Śpiewała nawet utwór z „Nędzników”. Postanowiłam więc, że pójdziemy zobaczyć ten musical na żywo w Folketeatret w Oslo. Jak zwykle kupiłam najlepsze dostępne bilety, na środku sali. Bardzo cieszyłam się na to przeżycie.

Poszłyśmy. Zaczęło się świetnie. Więzienna atmosfera była wyczuwalna jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu. Po około trzech minutach córka powiedziała, że nie może oddychać i musi wyjść.

Przyznam, że byłam z siebie jako matki naprawdę dumna tego dnia. Wyszłyśmy od razu. Nie było we mnie ani odrobiny chęci przekonywania jej, że może spróbujemy jeszcze wrócić na drugi akt. Jej reakcja po prostu roztopiła moje serce. Była gotowa się spiąć, bo bilety kosztowały sporo, bo musiałyśmy przeciskać się przez cały rząd ludzi, bo miałyśmy przecież plan na ten wieczór... Dla mnie naprawdę nic z tego nie miało znaczenia. Liczylo sie tylko to jak corka sie czuje. A ze jest cudownym, wrazliwym dzieckiem, wchlonela atmosfere cala soba i miala atak paniki... Dziękowała mi ze nie musimy juz tam wracac, oddychala z ulga i zapewniala ze jest wdzieczna ze mnie ma.  Najważniejsze było tylko to, że dla niej okazało się to zbyt stresujące i zbyt trudne.

NIby to takie oczywiste i normalne ael ile razy zmuszamy siebie samych lub nasze dzieci zeby robily cos wbrew temu co czuja... od posylania maluchow samych do przedszkola zaczynajac

Taką matką i takim człowiekiem chcę być. Bez presji, bez narzucania czegokolwiek tylko dlatego, że „tak trzeba” albo „tak musi być”. Po latach traktowania samej siebie w ten sposób wcale nie jest to takie oczywiste. Cieszę się jednak, że coś już zrozumiałam.

W mojej pracy jest z jednej strony bardzo, bardzo dobrze. Jestem doceniana, bez presji przychodzę i wychodzę, kiedy chcę, mam dużą swobodę działania. Z drugiej strony wszystko opiera się jednak na bardzo subiektywnej ocenie szefowej. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja może się kiedyś odwrócić. Póki co jednak cieszę się chwilą spokoju. Po latach parcia, ciśnienia i docierania do własnych granic energii oraz wytrzymałości jest to naprawdę bardzo miłe doświadczenie.

Łapcie ogniska na plaży.




Monday, October 5, 2026

Zmiany

Nadal nie umiem się przyzwyczaić do pisania w eter, bez konkretnej grupy odbiorców... ale liczę, że chociaż 3-4 ukochane vitalijki, które zastanawiają się czasami co u mnie, odczytają ten wpis.

W połowie sierpnia sprzedaliśmy mieszkanie. Odczuliśmy mocno na własnej skórze i portfelu ochłodzenie rynku mieszkaniowego w naszym mieście. W realiach polskich i pewnie wielu innych, duże mieszkanie sprzedane w 6 miesięcy to nie jest nic nadzwyczajnego. Tutaj jednak w czasach gorącego rynku małe mieszkania znikają w ciągu kilku dni, często przed oficjalnymi oględzinami organizowanymi standardowo w niedziele i poniedziałki przez agenta (tzw. visning). Duże natomiast w ciągu miesiąca - trzech.

Nie narzekam i w sumie to się cieszę, że je sprzedaliśmy, mimo że z dużą obniżką.

Nadal sprzedaliśmy drożej niż kupiliśmy i to jest w tym wszystkim najważniejsze - nasze koszty mieszkania przez ostatnie 3 lata wyniosły zero, nawet gdybyśmy mieli alternatywnie wynajmować duże mieszkanie w naszej okolicy. Kredyt jednak zamiast stopnieć, wzrósł i to już nie jest takie fajne.

To, co jednak jest fajne, to nowe mieszkanie z absolutnie fantastyczną podłogą i ogromem miejsca do budowania torów z drewnianych klocków.

Po raz kolejny jestem zadowolona z wnętrzarskich wyborów, jakich dokonaliśmy z moim mężem (on się zajmuje puzzlami 3D, ja fakturami, kolorami i podbijaniem jakości (i ceny) produktów, co jednak daje efekt wow).

Mieszkanie jest na 3. piętrze, co przekłada się na trochę więcej światła, ale też mniej widoku na zieleń i szkołę, co w zasadzie bardzo mi się w obecnym mieszkaniu podobało.

To, czego nie wiedzieliśmy kupując projekt nowego mieszkania, to że będziemy mieli pod oknami i, co gorsze, na trasie dzieci do szkoły parking i wewnętrzną ulicę. To mnie martwi i denerwuje bardziej niż ściana sąsiada w takiej odległości, że autentycznie widzimy, co będą mieli na obiad (widok na blat kuchenny).

Ogólnie - czeka nas przeprowadzka do końca, oddajemy klucze na początku listopada.

Mieszkanie jest nowe, w nadal lokalizacji premium, blisko szkoły, plaży i parku. Prawdopodobnie nie jest to nasze ostatnie mieszkanie, ale nie zakładam bardzo konkretnych ram czasowych.

Tutaj mieszkanie:





Poza tym kilka klipów z naszej rzeczywistości w wielkim skrócie:

Kwiaty od mojej szefowej po zakończonym seminarium prowadzonym przeze mnie. Bardzo, bardzo to miłe i niespodziewane. Na ten moment moje odczucia na temat mojej pracy na etacie są takie, że tak mogę pracować. Mam bardzo dużo elastyczności, zaufanie szefowej, jestem doceniana za praktycznie każdy drobiazg. Mam poczucie rozwoju, nieograniczone wręcz możliwości zagłębienia się w te tematy, które mnie interesują w naszej działalności, ogranicza mnie jedynie poziom mojej własnej energii i motywacji.

W takiej formie mogę pracować do emerytury.

Lubię prowadzić seminaria i prezentacje. Świetnie się to zgrywa z moją naturą sprintera i umiłowaniem egzaminów. (Naprawdę lubię i uważam, że z reguły na egzaminie wypadam lepiej, niż bym się tego spodziewała.)



Tutaj kilka kadrów z mojego ulubionego muzeum narodowego, do którego zabrałam niedawno tatę, siostrę i dzieciaki. Uwielbiam tam karnet roczny!




Tak jem. Wróciłam na program Rapid Recovery. Przede mną jeszcze jedna runda i, mam nadzieję, już ostatnia próba osiągnięcia mojej wymarzonej wagi 55-57 kg, a przede wszystkim odzyskania / uzyskania życiowej formy i utrzymania jej do poznej osiemdziesiatki.

Dostałam zielone światło na jedzenie tofu i faktycznie odczuwam różnicę w poziomie sytości. To naprawdę wielka miska, a to zielone to świetne guacamole



Mam zamiar dążyć do niezależności finansowej i albo wcześniejszej emerytury na dobre, albo chociaż dłuższej przerwy, zanim dzieci dorosną.

Co to właściwie znaczy?

Wiem na pewno, że sama z siebie nie przejdę na minimalizm. Za bardzo ważne jest dla mnie poczucie wykorzystania potencjału i rozwoju. Zarówno mojego, jak i dzieciaków. Nie chcę też i nigdy nie chciałam odkładać życia na później, bo jednak nie ma gwarancji jutra.

I o ile LEAN FIRE byłoby pewnie w zasięgu naszej ręki już dzisiaj, wystarczyłoby zmienić lokum na mniejsze lub podobnej wielkości, ale w innej, mniej centralnej i wygodnej lokalizacji, o tyle opcja, która mnie najbardziej interesuje, to raczej FAT FIRE.

W grę wchodzi też ewentualnie lekkie dorabianie sobie na boku czymś, co mnie kręci, i bycie panią swojego losu, czyli BARISTA FIRE, ale to do przemyślenia, bo możliwe, że łatwiej i bardziej efektywnie byłoby popracować jeszcze przez kilka lat przed emeryturą, gdy dzieci i tak będą już zajęte swoim życiem.

W każdym razie plan na kolejne dwa-trzy lata to:

  • dążenie do przetrwania kryzysu gospodarczego (o ile w tym czasie nadejdzie?) na etacie i w jak najlepszej kondycji finansowej,
  • rozwój zawodowy męża,
  • zorganizowanie dochodu pasywnego,
  • minimalizacja zbędnych przedmiotów i bałaganu - dobrze nam idzie, ale do minimalizmu to jeszcze daleko.
  • ograniczenie przynoszenia nowych przedmiotów do domu!

Thursday, July 2, 2026

Update

 Pozdrawiam serdecznie z podróży do Polski. Od ostatniego wpisu sporo się wydarzyło. Podsumowując po krotce: 1. Ukończyłam studia. Zdobycie licencjatu z ekonomi, zarządzania i zrównoważonego rozwoju zajęło mi…10 lat. Mam co do tego wyniku rzecz jasna trochę mieszane uczucia. No bo obiektywnie zaliczenie z założenia programu 4-letniego w 10 lat to trochę obciach no ALE jednak mam głos w głowie, który mi mówi, żebym się od siebie odwaliła bo:

1) Skończyłam wyższe państwowe studia na uniwersytecie technicznym w Norwegii, NTNU. Ceniona szkoła wśród Norwegów  i darmowe studia ( 600 kr na semestr czyli grosze)

2) Do 2020 włącznie moje główne oceny tam to było A i B od 2021 już raczej C. 

3) zaczęłam studia w momencie gdy moja córeczka miała 11 miesięcy, 

4) po drodze urodziłam jeszcze dwoje dzieci, przez cały czas pracowałam na min 70% etatu, od 2019 już praktycznie non stop na 100%. Miałam dwa urlopy macierzyńskie w międzyczasie/ przerwę w studiowaniu. 

5) Po drodze zmierzyłam się  z dysfunkcja mojej rodziny pochodzenia, krzywymi podziałami matki/ rodziców , wykluczeniem mnie z rozmówi, ogólnym zrozumieniem zaburzenia psychicznego matki ale też i ogromnym stresem przeglądania na oczy, pracą nad sobą, stawaniem po swojej stronie, toksycznej pracy, wyczerpaniem zawodowym. To nie był spacer po parku 

6) Przeprowadzka i sprzedaż pierwszego mieszkania

7) co semestr zaliczałam 1-2 przedmioty i w zasadzie, z ręką na sercu mogę powiedzieć że dużo więcej ani szybciej ani lepie nie dałabym rady. 

8) cieszę się, że to zaliczyłam i że nauczyłam się tyle ile się nauczyłam. Poczułam też się o wiele pewniej dzięki tym kompetencjom. Zdecydowanie bliżej  mi do zarządzania i ekonomi niż do bycia inżynierem, który robi obliczenia. Myślę że dzięki tym studiom udało mi się zdobyć obecną pracę jak i radzić sobie lepiej w poprzedniej. 

……..

Alternatywna dla tych studiów to były 1,5 letnie studia MBA na prywatnej szkole dla liderów - drogie ale też bardziej wymagające. Nie wiem gdzie bym była dzisiaj gdybym wybrała tamtą drogę ale nie narzekam- co się odwlecze to nie uciecze. A jestem bardzo zadowolona ze stanu i składu mojej rodziny. Zakładam że za 5 lat powrócę do tematu studiów a o zakładaniu, rozszerzaniu rodziny z 5 lat nie byłoby już mowy. 

……

Sprzedaż mieszkania: rynek nieruchomości w Norwegi jest obecnie w dołku. Beznadziejny timing na sprzedaż mieszania. Nasze nadal jest na sprzedaż. Od września czeka nas podwójny kredyt. Z drugiej strony nadal mamy nadzieję. Później będzie akrobacja z wynajmowaniem i bankiem który w warunkach kredytu pomostowego zakłada że nadal staramy się sprzedać mieszkanie. Do tego dochodzi jeszcze kwestia sprzedaży bez konieczności podatku którą przepada gdy nie mieszkań się w mieszkaniu przez ostatni rok. 

…..

Praca: na razie jest bardzo dobrze. Mam bardzo elastyczną pracę z nieograniczonymi perspektywami rozwoju. I na tym zamierzam się skupić. Zaczęłam współpracować z coachem - interesuje mnie wzmocnienie odporności psychicznej i rozwój w kierunku pewnego siebie zarządzania przynajmniej sobą w optymalny i najbardziej rozwojowy sposób tam gdzie jestem. Interesuje mnie zwiększenie efektywności, widoczności, trochę się to pokrywa z planami mojej szefowej, która ma ochotę wrzucać mnie bardziej do mediów … staram się myśleć pozytywnie na temat i widzieć możliwości zamiast pozwalać strachliwej introwertyczce za dużo się odzywać. Poza tym chce się skupić na tym żeby nie rozwlekać tego co mam do zrobienia w pracy tylko się skupić i celować w efektywne, zadaniowe 6 h w normalne dni, zamykanie drzwi i spokojną głowę i energię dla rodziny. ( są jeszcze wyjazdy więc z pewnością praca upomi się o swoje). Wierzę że da się zrobić więcej w 6 h niż w 8 ale trzeba podejść do tego strategicznie i poprawić nawyki. ( np . Zero sprawdzania internetu do 12 itd) 

….

Zdrowie: Mam +3.0 kg w stosunku do stanu z zwszlego roku. Niby nie dużo ale też dużo. Nadal mam problem z zajadaniem stresu. Na plus na pewno to wyrobienie w sobie nawyku treningu rano. Ze spokojem min 3 razy średnio w tygodniu byłam w klubie fitnes. Nie zawsze siłownia, często bieganie ale jest ok! To na pewno do kontynuacji. 

…

Pozdrawiamy z Danii w drodze do Polski. Lubię Danię.

  

Wednesday, April 1, 2026

Kwiecień

Przygotowujemy mieszkanie do sprzedaży. Bardzo dużo z tym pracy ale nie przytłacza mnie to jeszcze w tym momencie. Raczej budzi nadzieję, że zapanujemy wreszcie nad codziennym porządkiem. Daliśmy sobie zielone światło na porządne meble, zrobienie tak żeby było dobrze a nie tylko budżetowo. Oczywiście nie oznacza to nieograniczonego budżetu ale nie jest źle. Sprzedaliśmy już jedną skrytkę ( kupioną dodatkowo) sąsiadowi. Może przeleje nam niedługo przeleją nam kasę , co rozwiązałoby problemy z płynnością. Z drugiej strony umówiliśmy się że możemy korzystać z tej skrytki do końca roku więc bez presji, liczyliśmy w sumie że kasa wpłynie przy przekazaniu lokalu. 

Dużo pracy przed nami- zaraz jedziemy na zakupy budowlane i artystyczne. Wrzucę wam później zdjęcia z komputera, jak się uda. Czeka nas cyklinowanie balkonu ( przepaliły się deski gorącym garnkiem postawionym tam w panice przez mojego męża ( a garnek zapomniany przeze mnie) dają nam niepowtarzalną okazję do ogarnięcia całości…

Brakuje nam sztuki na ścianach. Znalazłam obraz który ty się nadawał ale kosztuje 35k koron… stwierdziliśmy że tyle to sama mogę namalować. Będzie więc kopią a jak udana to się okaże. 

Oddałam drugie zaliczenie na studiach. Filozofia dla studiów ekonomicznych- mega wymagający przedmiot…

W pracy zaczyna być ciekawie. Nadążam ale tempo jest bardzo szybkie.

Zdrowienie: 61,7 kg średnio w marcu. Konstant. Ma ostatnie 2-3 miesiące na redukcje w tym roku. Druga połowa to utrzymanie. Ale nie spinam się za bardzo. Jest ok. Byłam już dzisiaj pobiegać, pierwszy raz w tym tygodniu na dworze. Regularny trening przez ostatni rok daje rezultaty. 6,25 przebiegnięte bez większego problemu, łącznie z podbieganiem pod górę. 

Saturday, February 28, 2026

Podsumowanie Lutego

 To był dobry miesiąc. Nigdy nie sądziłam, że w lutym mogę mieć tyle energii i być tak produktywna. Napoczątku tego miesiąca postanowiłam trzymać się protokołu leczniczego RR na 100%, ograniczyć owoce do ilości zalecanych w protkole (maks  680 gr dziennie) i regularnie ćwiczyć. Protokolu nie trzymałam się na 100% przez cały miesiąc ale bardzo pilnowałam by produkty, które najbardziej mi szkodzą czyli gluten i mleko się u mnie nie pojawiały. Miesiąc bez glutenu, bez objadania się. Bardzo zielony, bardzo na surowo. Ćwiczyłam też regularnie, 4-6 razy w tygodniu, najczęściej 5. 

Za chwilę zbieram się na indoor running. To co jest absolutnie wspaniałe gdy tak jem i żyje to poziom enrgii i jasność umysłu. W pracy mam ogromny nawał pracy i skomplikowanych zadań. Moim największym wrogiem było rozpraszanie się i skrolowanie, szukanie w necie odpowiedzi na mało istotne zagadnienia. Chyba znalazłam antidotum: po pierwsze telefon w trybie czarno-białym- idealnie mało atrakcyjny, po drugie wstaje już sama z siebie około 5 rano. Na 6 lub 6.30 mam trening. Jeżeli otworzę komputer o tej 5 i zacznę robić najważniejsze zadanie w pracy na ten dzień, nawet przez 40 minut to jest mi zdecydowanie łatwiej to zadanie mocno posunąć do przodu przez resztę dnia. Mój mózg się na nim fiksuje a nie na najnowszych kryzysowych newsach. Bardzo to lubię bo poziom stresu spada mi drastycznie. O 7 mam już zaczęte ważne pracowe zadanie i wiem co dalej i zaliczony trening. 

Rezultaty są już widoczne: wiem już jak pracować w komitecie standaryzacyjnym tak żeby to miało sens a do tej pory był to dla mnie ogromny stres.

Wynik wagowy na luty to -2.6 kg, średni pomiar z całego miesiąca to 62,2 kg czyli o kg mniej niż w styczniu, trochę mniej niż w listopadzie i grudniu. Chyba odwróciłam trend tycia. Wiosna to jest u mnie czas na chudnięcie. Na jesień muszę się spodziewać wzrostu na poziomie 2 kg a ja najlepiej się czuję ze sobą ważąc mniej i mając energię niż odwrotnie. 

Co poza tym? 

Finansowo chwilowo lekkie rozluźnienie- kupiłam trochę ciuchów które jednak zostały odesłane. Np marynarka RL 100% wełna i jedwab na przecenie- mogłaby zostać ale jednak te złote guziki mnie odrzuciły. Kupiłam kila swetrów 100% merino i parę jeansów na przecenie 50%. I torebkę też na przecenie. Reszta została odesłana. 

Wydałam jednak majątek na pielęgnację twarzy. Retin A, tretinoin już chyba działa i jestem zachwycona. Nawet jeżeli to nie sam retinol to intensywne nawilżenie twarzy i codzienny silny filtr zdecydowanie na plus.

Kupiliśmy też trzy lampy PV Flower Pot w kolorze swiwkowym. Postanowilimy że zainwestujemy w elementy wyposażenia mieszania przed sprzedażą zamiast w styling. Doświadczenie mamy z ostatniego procesu takie że jakość mebli była bardzo wątpliwa. Gramy dalej.

W marcu nadal intensywnie pracowali i dwa zaliczenia na studiach. 

Miłego weekendu. Może później uda mi się dodać zdjęcia z komputera. 

Tuesday, February 3, 2026

Luty

 Szybko w tym roku zleciał styczeń i dobrze- nie jest to moj ulubiony miesiąc. Wyszłam z pokoronowego wyczerpania/ depresji. Chce mi się i lubię chwilowo moja pracę. A konkretnie to, że nadazam, ogania i sobie radze a resztę olewam. Mam ochotę fajnie wyglądać co jest nowoscia bo długo miałam mocno wy*jenane. Ja jak jestem zdrowa to lubię ciuchy, kosmetyki i ładne wnętrza. Jak jestem wyczerpana to kompletnie mi wszystko jedno więc się cieszę, bo «pindrzenie się» jak to delikatnie określała moja mama w mojej młodości sprawia mi radość. Wizja fajnych ciuchow dawała mi też kopa do bauki swego czasu - więc pozwalam sobie. 

Zaczęłam też przygode z tretioina. Zobaczymy jak mi to pójdzie.

Niestety nie mogę wklejac zdjęć z jakiegoś powodu.


Sunday, January 25, 2026

Wrażenia z Finlandii

 Za mną wyjazd służbowy do Helsinek. Nigdy wcześniej nie byłam w Finlandii. Nasi gospodarze postarali się by zarówno ich firma, miasto jak i cały pobyt zrobił na nas bardzo dobre wrażenie. I faktycznie- jestem zachwycona. 

Ja bardzo lubię jakość, design, dbałość o szczegóły. Niesamowite jak bardzo odpoczęłam przez te 30 godzin psychicznie i ile inspiracji mi to dało. 

Nasz projekt zaprosił z kolei gospodarzy na kolację do nalepszej restauracji w jakiej w życiu jadłam ( a mam kilka wyśmienitych na koncie). Przygotowali dla mnie wegańskie i bezglutenowe menu bez cienia pretensji, podając dyskretnie jedzenie przypominające do złudzenia to co jedli koledzy obok. Nikt nawet się nie zorientował że mam coś innego ( dziwnego ) na talerzu. Ten pobyt zakończył też mój rok bez alkoholu 22.01.2025-21.01.26. Gdyby nie restauracja ciągnęłabym ten projekt dalej ale nie odmówiłam sobie toastu wyśmienitym szampanem i najlepszego wina idealnie pasującego do jedzenia. 

A po obiedzie stylowe drinki w pięknym odnowionym barze. Głównym powodem niepicia alkoholu jest, oprócz szacunku do swojego mózgu, fakt że zaburza mi sen. 

Na wyjeździe również nie spałam ani długo ani jakościowo dobrze. 

Zaliczyliśmy jednak fińską saunę z kąpielą w lodowatym morzu - 0 stopni, gimnastykę o 6 rano po imprezie też zaliczyłam, co mnie mocno cieszy. 

Mam też przemyślenia na temat stanu mojego dofinansowania siebie jako kobiety… patrząc na 49 letnią koleżankę, zrobiona z klasą od stóp do głów poczułam się niestety jak zapuszczona ciotka klotka. Oszczędzanie oszczędzaniem ale inwestycyja w dobry stan skóry twarzy np czy ogólnie zadbanie to nie jest coś z czego chce rezygnować. Budżet na ten cel gwałtownie wzrósł.

Zaczęłam od umówienia dermapenu, zamówienia kremu z retinolem, nowego sfp 50 i dowiedzenia się jak załatwić receptę na tretinoin. 

2 Kaszmirowe swetry na wyprzedaży i jeden merino też się znalazły w moim koszyku. 

Czekam z utęsknieniem na fryzjera. 128 dni pomiędzy pasemkami to za długo. 90-100 dni jes ok.