Dzisiaj czuję się jak kompletny przegryw. Nie wiem czy to objawy ustępującej depresji i powrót czucia czy zwykły okresowy dół i smuteczek. Dawno już od rana nie płakałam a czuję że nawalam na wszystkich frontach.
Wczoraj mój syn poszedł do kolegi bez uzgodnienia tego wcześniej z nami. Zdarzyło mu się to już 3 razy. Córka poszła z nim ale się zreflektowała i wróciła do domu. A on nie. Mama kolegi zadzwoniła z informacją że F jest u nich. Nic się nie stało ale miałam wczoraj poczucie że powinnam określić jakieś ramy i w ramach „konsekwencji” nie pozwoliłam mu na zaplanowane spotkanie z tym samym kolegą w czwartek. Chciałam żeby zrozumiał że jak mamy umowę to się jej trzymamy i że jak siostra idzie do domu to on się pakuje i wychodzi razem z nią. No i ok.przyjal z godnością. Przełożyliśmy spotkanie na za tydzień.
Ale kilka godzin później zrobił coś że się siostra popłakała przy stole i sam z siebie mówi, że on wobec tego nie spotka się z przyjacielem przez miesiąc…
Dzisiaj rano obudziłam się z mega moralniakiem: ja nie chcę karać moich dzieci, nie chcę żeby spotkanie z przyjacielem było czymś na co on musi zasłużyć! I już bez przesady z tymi konsekwencjami - jeszcze zdążą zrozumieć że jak nie założą gumiaków to przemoczą nogi, a jakbym miała być ze sobą szczera to moje życie byłoby bardzo smutne gdyby każdy mój błąd czy głupie zachowanie pociągało za sobą wyegzekwowane konsekwencje.
Napisałam do mamy kolegi że chyba zrozumiał swój błąd i niech się jutro spotkają.
Z pedagogiki i konsekwencji w tym co mówię pewnie pała ale trudno. Nie o mnie tutaj chodzi.
Z drugiej strony młody jest nieogarnięty, ma ponad 7 lat a ubieranie poranne go przytłacza i przerasta.
Poszłam rano pobiegać, interwały 4x4min - niestety na ostatniej 4 wymiękłam po 2 minutach, minutę szłam i dopiero ostatnią minutę pobiegłam. Też mnie to wkurza.
No i bałagan. Wszechobecny bałagan, z którym od dekady nie umiem sobie dać rady. Młody i młoda oczywiście nie wiedzą gdzie jest jeden zegarek -telefon za który co miesiąc płacimy, drugi jest rozładowany, nie wiedzą gdzie jest ładowarka, gdzie czepek a dzisiaj basen i miał się spakować wieczorem….
I jeszcze mój mąż- super tata, super pracownik którego za chwilę awansują wyżej bo taki jest zajebisty - słabo przy tym wypadam i chce mi się ryczeć. Wszystko mi przychodzi trudniej.
Nawet utrzymanie wagi! Z małymi wyjątkami jem od roku przede wszystkim surowe warzywa. Przez grudzień te wyjątki dowaliły mi 1,5 kg. Każde odstępstwo dodaje mi 1 kg dziennie, który schodzi przez tydzień. A mój mąż znowu- może jeść obiad o północy i nie robi mu to różnicy.
Tak, wiem, że jesteśmy drużyną i nie ma się co porównywać.
Z plusów : ubezpieczenie oddało nam pieniądze za koszmarnie drogi klosz do lampy stłuczonej prawie 3 lata temu
Dojechałam na ten fitnes,
Znaleźliśmy czepek ( mąż znalazł oczywiście 🙄)
Zaniosłam młodemu do szkoły jedzenie
Zaczęłam dzisiaj pracę o 9.30 ale nikogo nie było w biurze.
Do zrobienia:
No buy year! Tylko to co konieczne/ zaplanowane wcześniej zapisane na liście - dosyć mamy już śmieci w domu.
Porządek! -1000 przedmiotów do Wielkanocy
100% Fokus na robocie w robocie!