Od dzisiaj do końca listopada przechodzę na zakupowy detoks. 5 tygodni bez kupowania ubrań i kosmetyków dla mnie.
Główne wydatki to tygodniowe wydatki na jedzenie, które staram się ostatnio coraz dokładniej planować. Wyjadamy też zastałe zapasy z naszej szafki kuchennej. Umyłam dzisiaj jedną półkę, która nagle zrobiła się pusta. Teraz jest czysta i czeka na jutrzejszą dostawę tygodniowych zakupów.
Cel na ten miesiąc to ograniczyć wydatki na tyle by móc się utrzymać tylko z wynagrodzenia mojego męża.
Dodatkowo jestem coraz bardziej zainteresowana wegańskim sposobem odżywiania, kilka kg mniej to również coś do czego nieustannie powracają moje myśli. Listopad i końcówkę Października ogłaszam więc czasem dążenia do minimalizacji spożycia produktów odzwierzęcych o przetworzonych już nawet nie wspominam, bo to podstawa. Z mięsa mam zamiar zrezygnować zupełnie. Po pierwsze nie ciągnie mnie do niego za bardzo , po drugie przemysł masarski to po prostu cierpienie zwierząt. Nie chcę tego wspierać i tyle.
Ryby i owoce morza jeszcze jem. Tak, wiem, że ryba to też zwierzę ale jednak nikt nie odrywa małych rybek od matki tak jak to się dzieje z cielakami tuż po urodzeniu byle tylko zmaksymalizować zysk. Spożycie ryb ograniczam, to samo z nabiałem zwłaszcza mlekiem, jajkami,przynajmnije w stosunku do ogromnych ilosci ktore zjadalam. Dodatkwo eliminacja pszenicy i ograniczanie glutenu. I co? Nic mi nie zostanie? Mysle ze bogactwo kasz, owocow i warzyw jest przeogromne więc spokojna głowa.
Cały ten nastawiony na wyzysk wszystiego i wszystkich konsumpcjonizm i napychanie portfeli bardzo bogatym sprawia, że robi mi się niedobrze.
No comments:
Post a Comment