Od jakiegoś czasu fascynuje mnie zagadnienie minimalizmu. A konkretnie świadomego poprawiania jakości swojego życia, odrzucenia nadmiernej konsumpcji zamiast prawdziwch relacji z bliskimi. Chcę lepiej zorganizować zarówno swój czas, przestrzeń, kuchnię, garderobę, wydajność i efektywność w pracy tak by czerpać z życia pełnymi garściami i koncentrować się tylko na tym co jest dla mnie na prawdę ważne. Tak by móc poprawić proporcje pomiędzy czasem spędzonym w pracy a rodzinnym quality time.
Pierwszy krok:
Odgruzowanie mieszkania. Mieszkamy na 70 metrach. W zeszłym roku pojawiła się na świecie nasza córeczka a wraz z nią pytanie czy nie powinniśmy może znaleźć czegoś większego. Kochamy naszą okolicę a ceny czegoś większego są niestety powalające. Może pracując jak dwa muły dalibyśmy radę zarobić na 20 m2 dodatkowych w nowym bloku z windą.
I tutaj właśnie pojawiła się nowa myśl: My nie chcemy pracować jak dwa muły. I tak pracujemy już ciężko. Chcemy cieszyć się czasem z naszym dzieckiem, patrzec jak rośnie.
Zaczęliśmy od posprzątania mieszkania. Wyrzucamy, rewidujemy i wyrzucamy dalej rzeczy. Teraz robimy remont sypialni. Stawiamy na mega proste rozwiązania, walczymy o każdy wolny kawałek przestrzeni. Zaczęliśmy przygodę z minimalizmem.
No comments:
Post a Comment